Dla ludzi język jest podstawowym środkiem komunikacji. Korzystamy z niego aby wyrazić nasze myśli, potrzeby, zdać relację z tego, czego doświadczyliśmy, przekazać naszą wiedzę… Możemy mówić o wszystkim. A język mówi też wiele o nas samych. Dlatego dziś przyjrzymy się nieco uważniej temu, co język szwedzki może nam powiedzieć o Szwedach i ich różnorodnych sytuacjach mieszkaniowych. 

Dziś słowo sambo (czyt. sambu) jest jednym z pierwszych wyrazów, które poznaje się, zaczynając naukę języka szwedzkiego. Jest to ciekawe, gdyż historia tego słowa nie jest wcale taka długa. Aby móc zrozumieć jego znaczenie i pochodzenie, cofnijmy się do połowy XX w. Właśnie w tym okresie coraz większą aprobatę w zmieniającym się społeczeństwie szwedzkim zaczęła zyskiwać możliwość wspólnego mieszkania par bez ślubu. Pojawiła się konieczność, by znaleźć nowe określenie na ludzi pozostających w tego typu relacji, określenie, które nie będzie wzbudzało negatywnych konotacji. I tak narodziło się słowo sambo. Krótko i zwięźle, a jednocześnie bardzo logicznie: czasownik bo oznacza mieszkać, ale jest też członem wielu rzeczowników – Stockholmsbo to mieszkaniec Sztokholmu, öbo to mieszkaniec wyspy (tak, szwedzkie słowo na wyspę brzmi po prostu ö)Cząstka sam- w słowie sambo sugeruje zaś wspólność sambo to zatem nikt inny jak osoba mieszkająca razem ze swoim partnerem. Dzisiaj zarówno słowo, jak i forma mieszkania są w szwedzkim społeczeństwie bardzo rozpowszechnione i nie wzbudzają już emocji. 

Związki związkami, ale jest jeden stereotyp, który zdaje się być nierozłącznie związany z obrazem Szwedów za granicą: Szwedzi jako samotnicy. Co na ten temat mogą nam powiedzieć ich sytuacje mieszkaniowe? Rzeczywiście, według danych Statistiska Centralbyrån (centralnego biura statystycznego Szwecji) na rok 2017 aż 40% wszystkich mieszkań w tym kraju było zamieszkiwane przez tylko jedną osobę, co jest rekordem w skali Europy. A zatem ponad 1/3 populacji Szwecji da się określić mianem ensambo lub enbo (ensam znaczy samotny, en to po prostu jeden). Istnieje pewne wyjaśnienie dla takiego stanu rzeczy. Szwedzi niekoniecznie muszą być izolującymi się od reszty świata samotnikami ze stereotypowego obrazu, mogą za to bardzo wysoko cenić sobie niezależność i możliwość samodzielnego decydowania o tym, z jakimi ludźmi chcą utrzymywać kontakt – nie zdając się przy tym często na rodzinę w takim stopniu, jak ma to na przykład miejsce w Polsce (co tłumaczyłoby również aprobatę dla życia razem bez ślubu).

Od rodziny już tylko krok do młodych ludzi i pytania w jaki sposób ci mieszkają. Wspomniana wyżej postawa uwielbienia samodzielności ma swoje odzwierciedlenie również w dążeniach młodego pokolenia do jak najszybszego uniezależnienia się od rodziców. Właśnie te dążenia zainspirowały powstanie kolejnego interesującego – i tym razem nieco ironicznego – określenia w języku szwedzkim, czyli mambo, oznaczającego właśnie osobę, która dalej mieszka “u mamy” lub, bardziej ogólnie, u rodziców (swoją drogą właśnie w taki sposób wyrażają to Szwedzi, nie mówią oni o mieszkaniu Z rodzicami, a o mieszkaniu U rodziców). Według danych szwedzkiego Hyresgästföreningen (stowarzyszenia broniącego praw najemców) w 2017 roku 24% młodych Szwedów w wieku 20-27 lat dało się zaklasyfikować jako mambos. Liczba ta dla nas, Polaków, może wydawać się niska – CBOS szacuje odsetek Polaków w wieku 18-24 lat mieszkających z rodzicami na około 81%, a w wieku 25-28 lat – na około 36%. W samej Szwecji wynik z 2017 roku jest jednak raczej rozczarowujący, ponieważ jeszcze 20 lat wcześniej, w 1997 r. tylko 15% młodych Szwedów nie mieszkało poza domem rodzinnym. Z dotychczasowych rozważań wyłania nam się zatem obraz statystycznego Szweda, który niezwykle wysoko ceni sobie samodzielność, niezależność i możliwość pełnego samo decydowania – jako sambo, enbo czy mambo (choć to ostatnie zwykle wbrew woli).

Pamiętając jednak o tym, że taki idealny statystyczny Szwed nie istnieje, a życie pisze najbardziej nieprzewidywalne scenariusze, rzućmy na zakończenie okiem na kilka innych szwedzkich określeń, które dadzą nam jeszcze bardziej szczegółowy wgląd w to, w jaki sposób mieszkają dzisiejsi Szwedzi. Słowem, od którego wszystko się zaczęło, jest jak już wiemy sambo. Informuje nas ono nie tylko o tym, że ktoś nie mieszka sam, lecz również i o tym, że jest w związku. Na zasadzie analogii w latach 80. ukłute zostało więc i pojęcie särbo oznaczające osobę, która pozostaje w związku, ale nie mieszka ze swoim partnerem (partykuła isär oznacza właśnie rozdział). W pewnych wypadkach można się też natknąć na słówka mieszczące się gdzieś pomiędzy sambo a särbo, a mianowicie: iblandbo oraz delsbo określające odpowiednio osobę mieszkającą z kimś ​czasami lub częściowo czy też ​smygbo, które oznacza kogoś, kto pomieszkuje u innej osoby nieoficjalnie (fraza i smyg oznacza bowiem w ukryciu). Podobnych słów w języku szwedzkim można się doszukać jeszcze więcej. Ostatecznie da się więc założyć, że Szwedzi mieszkają na wiele różnych sposobów i są otwarci na wiele różnych opcji, a na każdą, nawet najdziwniejszą sytuację mieszkaniową są w stanie znaleźć jakieś zgrabne określenie – najlepiej zakończone na -bo.

 

Agnieszka Bień