Angielski wcale nie jest prostym językiem dla Polaków. Zaczynając od innej rodziny językowej, przez inne języki wpływające i kształtujące słownictwo, aż do odległości geograficzno-kulturowej, angielski, pomimo jego powszechności, potrafi być ciężkim orzechem do zgryzienia. Jednakże angielski ma też swoje plusy – jest to najbardziej spopularyzowany język na świecie. Ilość metod i stylów czy materiałów i nauczycieli z różnymi zaletami i wadami jest przeogromna. Warto więc, przed zaczęciem czy powrotem do nauki angielskiego, tym razem wybrać coś odpowiedniego do naszego poziomu albo preferencji. Jak? Dowiecie się poniżej.

I tak, jeśli jesteś na poziomie A1

W zasadzie większość obecnych metod na tym poziomie pozwoli ci szybko się rozwinąć – szybki progres od zera to dość uniwersalna cecha nauki języków, więc to czego powinieneś/powinnaś oczekiwać to spora dawka słownictwa. Sprawdzą się metody bezpośrednie, nastawione na dużo mówienia po angielsku, wielokrotne powtarzanie zdań i ich fragmentów.

Metody bazujące na większej pracy z książką i tłumaczeniach warto sobie na razie odpuścić – angielski to język niefonetyczny, tj. inaczej wymawiany niż pisany, należy więc od początku mocno osłuchiwać się z jego wymową i melodią. Jeśli też czujecie się niedopasowani z metodą albo lektorem, nie wahajcie się tego zmienić – motywacja na początku to klucz do dalszej nauki i najgorsze co wam się może przytrafić to szybkie znudzenie angielskim.

Jeśli jesteś starszym uczniem (60+) sprawdzi się głównie metoda bezpośrednia – dużo mówienia. Niestety musisz być przygotowany/a na wolniejsze postępy – badania pokazują, że wraz z wiekiem umiejętność pełnego przyswojenia języka drastycznie spada. Nie daj się jednak zdemotywować, a jeśli zależy ci głównie na poradzeniu sobie na wyjeździe za granicą, proś nauczyciela o lekcję z sytuacyjnym angielskim – scenki w restauracji, na lotnisku itd. Ostatnie badania wskazują też, że starszym uczniom może pomóc… rysowanie.

To wciąż poziom umiejętności angielski, gdzie szybko przyswajasz dużo słownictwa, dochodzi też coraz więcej gramatyki. Kontynuuj naukę metodą, która cie tu doprowadziła, jeśli chcesz lepiej mówić, to spróbuj metody bezpośredniej, a jeśli wracasz do nauki po przerwie, warto w pierwszych kilku tygodniach skupić się na powtórzeniu czasów i gramatyki – na tym poziomie jesteś w stanie sklecić zdanie w stylu „kali jeść, kali pić”, ale może brakować gramatycznej precyzji.

Język angielski - poziom umiejetności

Zyskałeś pewność w komunikacji – poziom B1

To znaczy, że jesteś na solidnym poziomie pozwalającym na komunikację. Jeśli jednak chcesz być jeszcze lepszy/a, czas rozbudować słownictwo. Systematycznie ucz się synonimów, pora przestać operować słowami nauczonymi w pierwszym miesiącu nauki. 

Solidnie powtórz trudne zagadnienia – przedimki a/an/the, przyimki in/on/at, nieregularne czasowniki. Większość z tego to pamięciówka, ale to właśnie perfekcyjne opanowanie tego świadczy o twoim poziomie!

Bliżej, coraz bliżej do celu – poziom umiejętności angielski B2

Możliwe, że cierpisz na podobną przypadłość co znajomi z B1. Znasz już bardzo dużo słownictwa. Opanowałeś angielską gramatykę, ale zacinasz się przy prostej wymianie zdań w sklepie, brakuje ci pewności siebie i płynności. Dobrym wyborem okaże się praca z metodą bezpośrednią, nastawiona wyłącznie na mówienie w języku obcym i częste powtarzanie. Poproś lektora o kilka lekcji sytuacyjnych, gdzie będziesz musiał odpowiedzieć na szczegółowe pytania kelnera, zgłosić problem z hotelowym pokojem itd. 

Kolejną częstą przypadłością to tak zwany intermediate plateau. Jest to sytuacja, w której będąc na średniozaawansowanym poziomie nie możemy za nic przeskoczyć niewidocznej bariery. Nie wchodzimy na poziom zaawansowany. Jeśli przerobiłeś całą gramatykę. Czujesz, że „nie masz już się czego nauczyć”, a wciąż jednak nie jest to poziom C, to dobrym wyborem mogą okazać się zajęcia z native speakerem.  Taki lektor powinien zwrócić twoją uwagę na konkretne błędy, które robisz i przede wszystkim bombardować cię żywym językiem angielskim, tak żeby po latach nauki z podręcznika, w końcu być w stanie przekuć tę wiedzę w praktykę.

Jeśli jednak mówisz bardzo płynnie po angielsku, ale zamiast płynności brakuje ci precyzji, mówienia poprawnie, warto zastanowić się nad metodą „grammar-translation”. Stara, obecnie niezbyt modna metoda, skupia się na mechanicznym tłumaczeniu zdań w obu kombinacjach językowych, ale wy na tym poziomie powinniście skupić się głównie na tłumaczeniu pol-ang. Nudno? Może. Ale napisanie 30 zdań z poprawnym szykiem zdania, gdzie każdy mały błąd będzie od razu widoczny pozwoli wam nauczyć się precyzji w języku. Na rynku dostępne są książki oferujące takie tłumaczenia na każdym poziomie, z rodziałami wycelowanymi w konkretne zagadnienia gramatyczne. Zdaniom od razu towarzyszą odpowiedzi więc można samemu sprawdzić gdzie jest nasz błąd.

Jesteś na poziomie C1 ale wciąż masz ochotę uczyć się dalej

W tym przypadku najprawdopodobniej najlepsze byłyby zajęcia z native speakerem. C1 to poziom na którym jesteś już w stanie porozmawiać z każdym na każdy temat. Nawet jeśli masz braki trochę bardziej specjalistycznego słownictwa, to jesteś to w stanie wyjaśnić i wyjść z każdej rozmowy obronną ręką. Często na tym poziomie ludzie kontynuują naukę samodzielnie. To z powodu tego, że pozostaje mało „konkretnych” zagadnień, do wyjaśnienia których konieczny jest nauczyciel. Zdecydowanie jednak pomogą zajęcia z native speakerem. Poćwiczysz dzięki temu odpowiednią wymowę (weź pod uwagę na jakiej ci zależy i poproś o odpowiednią osobę), poprawisz rytm i prędkość języka, poznasz smaczki kulturowo-kontekstowe (na przykład … co to jest ***Richard the Third?). Przede wszystkim jednak, nauczysz się jeszcze więcej słownictwa używanego w żywym języku, idiomów i slangu. 

Pomijam poziom umiejętności angielski C2, ponieważ jest to w zasadzie poziom pełnej płynności, dodatkowo ze znajomością specjalistycznego słownictwa/slangu/akademickiego angielskiego itd. 

Podsumowując, metoda metodzie nierówna, nauczyciel nauczycielowi nierówny, i to Wy jako uczniowie powinniście wziąć sprawy w swoje ręce. Szkoda czasu – dopasujcie się jeszcze dzisiaj!

***Richard the Third (król Ryszard Trzeci) – w slangu Cockney oznacza to samo co … shit. Nazwa wzięła się zapewne od słowa third, które może przypominać słowo turd, czyli właśnie jeden z synonimów słowa kupa.

Ps. Zachęcamy do śledzenia naszego działu języka angielskiego, który znajdziesz tutaj. Na stronie Eduplanner znajdziesz również świetne artykuły z American English.

Autor: Arek Staniszewski

Źródła:

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32158%2Crysowanie-wspomaga-pamiec-seniorow.html)

https://pl.pinterest.com/pin/473159504582432548/?lp=true,