Komunikacja w języku obcym potrafi sprawić kłopot nawet tym, którzy same początki nauki mają już dawno za sobą. Bardzo wiele zależy przecież od naszego rozmówcy, od tego w jak zrozumiałym dla nas stopniu wymawia kolejne wyrazy, a nawet od tematu, na który chcemy tę rozmowę przeprowadzić. Kultura wymaga od nas jednak, by mimo wszelkich trudności, zachować pewne konwenanse, bez których szanse na powodzenie misji komunikacyjnej będą bardzo małe. Jakie to konwenanse? Spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie.

    Na samym początku zawsze warto się przywitać. W języku włoskim istnieje na to przynajmniej kilka sposobów. Najbardziej formalnym z nich jest odpowiednik polskiego „dzień dobry”, czyli buongiorno (dopuszczalna jest też pisownia oddzielna: buon giorno, lub bongiorno). Dosłownie pozdrowienie to oznacza „dobrego dnia!”. Nie ma ograniczeń w jego zastosowaniu, możemy zawołać buongiorno! zarówno do sąsiada, przyjaciela czy wykładowcy na uniwersytecie. Oczywiście, w ostatnim przypadku nie należy przesadzać z wylewnością, jednak jest to forma grzecznościowa, która jako jedyna z przedstawionych w tym artykule, będzie odpowiednia w takiej sytuacji. Wariantami tego powitania będą buon pomeriggio, stosowane raczej po południu (dosłownie: „dobrego popołudnia”) oraz buonasera (ewentualnie: buona sera lub bonasera – „dobrego wieczoru”). W tym momencie należy postawić pytanie: kiedy dla Włochów zaczyna się i kończy rano, popołudnie i wieczór? Odpowiedź brzmi: to zależy. Włosi, podobnie jak każdy inny naród nie są jednolici i nawet tak niepozorne elementy jak sposób witania się, może różnicować ich na tle regionalnym. Mieszkańcy Sieny, na przykład, już od godziny 14 będą życzyć sobie buonasera co szokuje nie tylko obcokrajowców, ale nawet innych Włochów. W Mediolanie możemy spodziewać się potępienia w głosie ekspedientki, którą o tej samej porze przywitamy słowami buongiorno, gdyż zwyczajnie oczekuje pozdrowienia buon pomeriggio. Trudno więc nakreślić jakąś precyzyjną granicę czasu, która raz a porządnie uporządkowałaby chaos komunikacyjny na półwyspie Apenińskim. Na pocieszenie warto zaznaczyć, że Włosi w większości nie są tak restrykcyjni i bardzo życzliwie reagują na wszelkie próby podjęcia komunikacji w ich języku. Warto więc po prostu słuchać „lokalsów” i naśladować ich zwyczaje. 

    Nieco mniej skomplikowanym, choć nieco też mniej formalnym pozdrowieniem jest salve, zaczerpnięte bezpośrednio od łaciny, gdzie funkcjonowało pod znaczeniem „żegnaj i bądź zdrów”. Dziś w języku włoskim forma ta może być używana zarówno w celu powitania, jak i pożegnania, pozbawiona jest jednak tego „zdrowotnego” wymiaru. Sami Włosi mają na to pozdrowienie różne poglądy i z różnym stopniem entuzjazmu podchodzą do jego używania. Jest ono jednak jak najbardziej poprawne i spotykane w przestrzeni publicznej.

    Na koniec zostało nam jeszcze powitanie niewolnicze, czyli znane i lubiane ciao. Co ma do tego niewolnictwo? W zasadzie bardzo dużo. Słowo to wkroczyło do języka włoskiego dopiero w XIX wieku, za sprawą dialektu weneckiego, w którym wyrażenie s’ciao oznaczało mniej więcej „jestem pańskim sługą”. Obecnie pozdrowienie to używane jest na całej powierzchni buta, od obcasa, aż po brzegi cholewki, a nawet dalej. Stało się tak między innymi za sprawą dużej migracji Włochów, która rozpoczęła się właśnie w XIX wieku. Ciao nie jest powitaniem formalnym, nie jest też takim pożegnaniem, bo funkcjonuje podobnie jak nasze „cześć”. Zasadniczy problem będzie jednak inny, mianowicie: kiedy w języku włoskim możemy mówić o sytuacji formalnej? Oczywiście nie użyjemy ciao w celu powitania szefa, urzędnika czy osoby, której nie znamy. Co innego jednak, jeśli odwiedziliśmy nowy bar koło domu już dwa razy, a do warzywniaka za rogiem zajrzeliśmy aż trzy! Włosi dużo szybciej niż my przełamują barierę formalności. Niewyobrażalne jest dla nich, by po dwudziestu latach mieszkania obok tych samych sąsiadów, wciąż zwracać się do nich per „pan” czy „pani”.    Skoro tak płynnie przeszliśmy od powitań do pożegnań i całkiem przypadkiem wiemy już, jak to zrobić, i to aż na dwa mniej formalne sposoby, czas na ostatnią drogę, jaką możemy obrać w celu zakończenia spotkania o większym stopniu zdystansowania między jego uczestnikami. Zwrot arrivederci jest raczej powszechnie znany, a oznacza dosłownie: do ponownego zobaczenia się (słowo to powstało na skutek połączenia przyimka a oraz czasownika zwrotnego vederci, poprzedzonego przedrostkiem ri, oznaczającym ponowne wykonanie jakiejś czynności, stąd: a-rri-vederci). Użyjemy go w tych wszystkich sytuacjach, w których ciao i salve wydadzą nam się nieodpowiednie, a zatem w urzędach, na spotkaniach o dużym stopniu sformalizowania, na uniwersytecie czy w kontakcie z przełożonym w pracy. Jeśli jednak rozmówca jest jeden, a my żywimy do niego szczególny rodzaj szacunku, możemy użyć wariantu arrivederla, co dosłownie oznaczałoby „do ponownego zobaczenia Pani/Pana”.

 

Karolina Iwaszkiewicz