Używamy ich wszyscy. Świadomie lub mniej, każdy z nas wplata je do swoich codziennych wypowiedzi. Mowa oczywiście o zapożyczeniach. Nasz język pełen jest wyrazów, które przywędrowały do nas zza granicy, usiadły na chwilę w gościnnym salonie Polszczyzny i już w nim zostały. Te najbardziej oczywiste mają rodowód niemiecki, czy (coraz częściej) angielski. Te nieco bardziej zamaskowane pochodzą z Czech i Rosji. Dzisiaj jednak przyjrzymy się wyrazom pochodzenia włoskiego, które różnymi drogami trafiły do naszego języka i obecnie stanowią nieco ponad 0,5% wszystkich polskich wyrazów.

Kuchenne Rewolucje Królowej Bony

Wszyscy dobrze znamy historię włoskiej królowej, która poślubiwszy Zygmunta Starego, sprowadziła do Krakowa sporą ekipę specjalistów ze swojego kraju. Byli to eksperci bardzo różni. Jedna z legend głosi, że wysublimowane podniebienie włoskiej rezydentki nieszczególnie pozytywnie reagowało na wytwory polskiej kuchni. Krótko mówiąc, Bona Sforza postanowiła nauczyć Polaków jeść. To właśnie jej zawdzięczamy obecność na naszych ziemiach wielu warzyw, nazywanych – nomen omen – włoszczyzną. Do szerokiego grona reprezentantów, upamiętniających tamto wydarzenie, zaliczamy: kalafiora, oryginalnie il cavolfiore, pomidora – il pomodoro, szparagi – gli asparagi, czy karczocha – il carciofo.

Remont na zlecenie

Kiedy kwestia kulinariów została już rozwiązana, nadszedł czas na przemeblowanie. Czy może raczej – generalny remont. Wraz z rozwojem włoskiego renesansu zaczęło przybywać do nas wiele pojęć z zakresu architektury. Włoski il balcone został polskim balkonem, il parapetto przejęliśmy jako parapet, a odsłonięty niedawno w Czersku pomnik samej królowej Bony stoi na cokole, czyli włoskim lo zoccolo. Italianizmy kryją się także w świecie botaniki i ogrodnictwa, w pergoli – la pergola czy fontannie – la fontana. Także tulipan – il tulipano, choć przywodzący na myśl raczej holenderskie łąki niż toskańskie winnice, przywędrował do Polszczyzny z ojczyzny Pavarottiego.

Allegro ma non troppo

Skoro już o Pavarottim mowa, przyjrzyjmy się pochodzeniu niektórych wyrazów z zakresu sztuk rozmaitych. Terminy muzyczne takie jak tenor, sopran czy trio, to spolszczone wersje włoskich il tenore, il soprano oraz il trio. Także nazwy instrumentów wręcz koncertowo osiedlały się w naszym języku. Stąd wiolonczela – il violoncello, kontrabas – il contrabasso, czy fortepian – il fortepiano, który to we współczesnym języku włoskim funkcjonuje jako il pianoforte. Na marginesie, nazwa tego instrumentu powstała w wyniku złożenia dwóch włoskich przymiotników: piano – cicho
oraz forte – głośno. Poza muzyką włoski wkradł się także do sztuk wizualnych, pod postacią akwareli – l’acquarello, szkicu – lo schizzo, czy tempery – la tempera.

Włochy ojczyzną sztuki i… banków?

Mało kto wie, ale to właśnie w średniowiecznych Włoszech narodziła się instytucja banku. Handel w tamtych czasach rozwijał się tak prężnie, że podróżowanie z całym majątkiem zaczęło być uciążliwe. Wyraz bank to nic innego, jak pochodna włoskiego la banca, oznaczającego ławkę, na której bankierzy dokonywali swoich transakcji. Tym jednak, którzy wykazywali mniej talentu do prowadzenia tego rodzaju biznesu, zdarzało się ogłosić upadłość. Wtedy symbolicznie łamano ich ławkę, skąd wziął się termin la bancarotta, oznaczający dosłownie złamaną ławkę. La bancarotta w dzisiejszym języku włoskim oznacza bankructwo, choć wyraz ten stanowił także źródłosłów dla polskiego bankruta – il bancarottiere. Także terminy brutto i netto, oznaczające odpowiednio ‘brudny’ i ‘czysty’, wzięły się z
języka włoskiego. Warto jednak pamiętać, że o ile termin netto funkcjonuje w nim także dzisiaj (np. uno stipendio netto – pensja netto), o tyle brutto przekształciło się w lordo (analogicznie: uno stipendio lordo – pensja brutto). Także dzisiejszy banknot, choć do Polszczyzny trafił za sprawą języka niemieckiego, to jednak wywodzi się z włoskiego terminu la banconota, czyli dosłownie ‘nota bankowa’. Był to pierwotnie rodzaj pokwitowania, który wystawiali bankierzy po zdeponowaniu u nich pewnej sumy. Z taką notą kupiec udawał się spokojnie do innego miasta, gdzie na jej podstawie wypłacał należną mu kwotę.

Z ziemi włoskiej do Polski!

Tak właśnie przymaszerowało do naszego języka wiele terminów z zakresu militariów i wojskowości. Nasza kawaleria to córka włoskiej la cavalleria, batalia to pochodna włoskiej la battaglia, a forteca powstała w wyniku spolszczenia wyrazu la fortezza. Użyczono nam także broni: la spada została szpadą, a lo stiletto, sztyletem. Co ciekawe, za tę niezwykłą lingwistyczną hojność odpłaciliśmy się Włochom w postaci szabli, która stanowi jedno z nielicznych zapożyczeń polskich w języku włoskim i brzmi: la sciabola.
Takich pożyczonych „na wieczne nieoddanie” słów od języka włoskiego mamy oczywiście w Polszczyźnie znacznie więcej. Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że zapożyczenie to po włosku il prestito czyli… pożyczka.

 

Autor:
Karolina Iwaszkiewicz