Eduplannera tworzą specjaliści z całego świata. Wiedzą na temat języka hiszpańskiego i Hiszpanii dzieli się z nami Sylwia, a o to, aby nasi czytelnicy po włosku mówili tak dobrze jak Francesco Totti, dba Agnieszka. Obie nadają do nas prosto z zagranicy z Hiszpanii i Włoch. Obie to prawdziwe skarbnice wiedzy. Kiedyś na pewno wiele z nas zazdrościłoby im życia w tych miejscach. Dziś nie każdy by się zamienił, albowiem oba te wspaniałe kraje są w czołówce państw, w których szaleje pandemia koronawirusa.

Jak wygląda życie w Hiszpanii i Włoszech w tym niezmiernie trudnym dla wszystkich momencie?  Czy Włosi ruszyli do sklepów po makarony? Czy Hiszpanie walczą ze sobą o papier toaletowy? Swoimi obserwacjami dziewczyny dzielą się z czytelnikami Eduplannera.

Na chwilę obecną liczby są coraz bardziej szokujące – 28 tys. zarażonych we Włoszech i ponad 350 zgonów w ciągu w ostatnich 1-2 dni. Hiszpania ma już ponad 10 tys. Pacjentów z pozytywnym wynikiem testu. Na świecie to już prawie 180 tys. chorych.

– Sylwia, czy się boisz?

Nie wiem, czy nazwałabym to strachem. Na ten moment to bardziej obawa i poczucie niestabilności. Lubię mieć wszystko zaplanowane. Ład i porządek w życiu to dla mnie istotne kwestie, a w tej sytuacji ciąży nad każdym wielka niewiadoma. Martwię się o przyszłość mojej rodziny i choć wszyscy w koło powtarzają, że teraz to zdrowie jest najważniejsze, to nie sposób nie myśleć o pracy, edukacji dzieci i codziennych obowiązkach, które zostały zawieszone.

Coronavirus – hiszpański wróg numer 1

Papier toaletowy czy węgiel na grilla? [un papel higiénico o briquetas de carbón] – wielka rozterka Hiszpana. Tak właśnie było jeszcze kilka dni temu. Poza Madrytem i pozostałymi obszarami, w których zanotowano najwięcej przypadków koronawirusa (m.in. La Rioja), ludzie realizowali swoje codzienne obowiązki i zainteresowania. Podczas gdy w Madrycie coraz bardziej można było odczuć w powietrzu strach i niepokój mieszkańców, Wspólnota Walencka (Comunidad Valenciana) dalej z otwartymi rękami przyjmowała licznych turystów z całego Świata, oferując im szereg atrakcji. Nie pomagały zalecenia, przestrogi i widok miejscowej policji (Policía). Jeszcze w sobotę słynne miasto Benidorm przyjmowało gości do swoich licznych barów, restauracji i hoteli przy plaży. Bez wątpienia również wysokie temperatury sprzyjały plażowiczom i miłośnikom hiszpańskiej una caña (małe piwo).

Turistas en las terrazas de Benidorm este sábado. / J.D.

 – Turyści w Benidorm, 14.03.20 Sobota[1]

Estado de alarma – szansa na pokonanie wroga, czy kolejny powód do niezadowolenia?

Wejście w życie estado de alarma (status alarmu) z dnia 14.03.2020 ma być datą, która nie tylko wpłynie na liczbę zarażeń koronoawirusem w całej Hiszpanii, ale przede wszystkim będzie punktem zwrotnym i momentem opamiętania dla wielu ludzi.

Oczywiście najprościej jest wrzucić całe społeczeństwo hiszpańskie do przysłowiowego jednego wora, ale tak właśnie powstają stereotypy i fake newsy, którymi w obecnej sytuacji żywi się Internet na całym Świecie. Jaka jest prawda? Czy Hiszpanie to naprawdę nieodpowiedzialny naród? Czy w dobie zagrożenia życia wciąż na piedestale stawiają fiesty i spotkania towarzyskie w barach? Czy przed obawą o zarażenie koronawirusem górę bierze temperament i dystans do zastałych sytuacji?

W żadnym z tych przypadków odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wystarczy wejść na internetowe fora i przejrzeć media społecznościowe. Wiele głosów rozsądku, mnóstwo przerażonych ludzi w różnym wieku i rzesza osób walczących o swoje zdrowie i życie najbliższych. Wśród nich niestety i również Hiszpanie z całkowicie odmiennym zdaniem, niedostrzegających zagrożenia i potrzeby odwołania wielu zbliżających się imprez okolicznościowych. Dla niektórych tak zróżnicowana postawa społeczna pozwali uniknąć nadmiernej panice, dla drugich to niechybne zmierzanie ku zwiększeniu się zarażeń na koronawirusa (coronavirus).

A może odwróćmy medal na drugą stronę i spójrzmy na postępowanie rządu i podejmowane restrykcje (bądź ich brak) przez Premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza? Ponad 9192 osób z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa plus 309 osób zmarłych, 3215 osób hospitalizowanych, 410 pacjentów na OIOM i niezliczona ilość chorych, czekających na wynik testu oraz tych, którzy odbywają kwarantannę domową z powodu kontaktu z osobą z pozytywnym wynikiem testu (statystyki z dnia 16.03.2020 godz. 1900).[2] To statystyki z tego tygodnia, a co będzie dalej? Granice lądowe między państwami zostały zamknięte. Niestety lotniska wciąż są otwarte i choć według nowych wytycznych loty zostaną ograniczone, to one wciąż są, a rotacja ludzi nie została zablokowana.

Pocieszającym jest fakt, że przyszedł kres rodzinnym wycieczkom do supermarketów i centrów handlowych, a place zabaw w całym kraju zostały zamknięte. Hiszpańskie sieci spożywcze, jak na przykład Mercadona wprowadziły rygorystyczne zasady panujące podczas zakupów (ograniczenie ilości osób w sklepie, obowiązkowa dezynfekcja rąk, ograniczenie asortymencie sklepu do 500 produktów). Ulice kontrolowane są przez służby wojskowe, policyjne oraz UME, a opuszczenie mieszkania jest dopuszczalne w zaledwie kilku przypadkach: wyjście do pracy (z przepustką), zakupy spożywcze, zakup środków farmakologicznych oraz wyjście w celu pomocy członkom rodziny (osobom starszym, niepełnosprawnym, osobom objętym kwarantannie – zakup żywności). Niektórzy wciąż szukają skutecznych sposobów na wyjście z domu i zaczerpniecie świeżego powietrza. Słynna już stała się metoda ,,na pieska”, a więc przymusowe spacery ze swoim pupilem (nawet po kilkanaście razy na dobę).

Pracownicy biurowi, którzy mają możliwość wykonywania pracy zdalnej, zostali oddelegowani do swoich domów. Niestety to tylko niewielka część społeczności. Pozostali pracownicy (głównie ci, którzy wykonują pracę fizyczną) muszą stawiać się na stanowiska pracy dojeżdżając prywatnym autem, publicznym metrem bądź miejskim autobusem. Dużo Hiszpanów korzysta z urlopów wypoczynkowych, inni biorą urlopy bezpłatne, starają się o opiekę nad dzieckiem, a jeszcze inni zostają w kwarantannie z powodu wcześniejszego kontaktu z osobą zarażoną. W tej sytuacji, gdy wielkimi krokami Hiszpania zbliża się do tragedii, która dzieje się we Włoszech, społeczność hiszpańska odnosząc się do decyzji rządowych, mówi jednym głosem: Za późno! Za mało! Za wolno!

Coronavirus in Italia – czyli jak żyje się teraz we Włoszech

– Agnieszka, czy życie we Włoszech to teraz scenariusz thrillera? Czy czujesz się bezpieczna?

Z niepokojem wychodzę z domu (mieszkam w Neapolu). Mimo to, że wiem, że wychodząc z domu po zakupy czy do bankomatu, nie łamię prawa, czuję się nieswojo. Po pustych ulicach krążą patrole policji i w każdym momencie mogą cię zapytać, dokąd to idziesz i po co. Podświadomie czuję się więc, jakbym robiła coś złego. Taka atmosfera panowała tu jeszcze przed rozciągnięciem „czerwonej strefy” na całe Włochy. Lepiej po prostu nie wychodzić i mieć nadzieję, że wszystko jak najszybciej wróci do normy.

Od dłuższego czasu nie mówi się o niczym innym. Ze wszystkich stron zostajemy zasypywani informacjami na temat koronawirusa. W Polsce, mimo to, że przypadków choroby jest nadal względnie niewiele, wszystko jest postawione do góry nogami. A co dopiero we Włoszech, gdzie sytuacja jest najbardziej dramatyczna w całej Europie…

Od około tygodnia ma się wrażenie, że wprowadzono tu stan wojenny. Za wyjście z domu, jeśli nie jest ono absolutnie konieczne, grozi mandat. Ulice świecą pustkami. Krążą patrole policji. Z aptek poznikały maseczki oraz tzw. amuchina[3], czyli żel do dezynfekcji rąk:

Na zdjęciu: kartka na drzwiach apteki z napisem „maseczki i żel do rąk skończone”.

Całe Włochy zostały zdefiniowane jako zona rossa, czyli „czerwona strefa”. Dla mieszkańców oznacza to przede wszystkim znaczne ograniczenia w przemieszczaniu się. Włosi z niepokojem śledzą il bollettino, czyli codzienny biuletyn informujący o rozwoju sytuacji. Słówka il bollettino używało się również podczas wojny. Il bollettino di guerra podawał codzienny uaktualniony spis ofiar oraz rannych. Wieczorami natomiast, Włosi zbierają się przed telewizorami, żeby posłuchać orędzi premiera Giuseppe Conte, w których ten apeluje o nieopuszczanie domów oraz podaje najnowsze wiadomości. Ci, którzy nie mają możliwości oglądania przemówień w telewizji, mogą nadrobić zaległości na facebooku. Na oficjalnym profilu premiera zostają zamieszczane najważniejsze orędzia. Słowa polityka: Rimaniamo distanti oggi per abbracciarci con più calore domani (“oddalamy się od siebie dzisiaj, żeby objąć się jeszcze cieplej jutro”) znają na pamięć już chyba wszyscy Włosi. W tych okolicznościach samo nasuwa się więc porównanie obecnej sytuacji we Włoszech z legge marziale („stan wojenny”).

W większości przypadków, Włosi faktycznie nie wychodzą z domów. Na facebooku dodają sobie otuchy hashtagiem io resto a casa, czyli „ja zostaję w domu”. Pary, jeśli nie mieszkają razem, widzą się w tych dniach tylko na Skypie. A jeśli już ktoś wyjść musi, na ulicy natknie się na oficjalne plakaty przypominające o właściwym postępowaniu w obliczu pandemii, takim jak na przykład ten:

Napis na plakacie: „Zachowaj spokój i myj często ręce mydłem lub żelem dezynfekującym na bazie alkoholu”.

Oprócz tego, w całych Włoszech, od Północy aż po Sycylię, organizuje się zbiorowe śpiewanie z balkonów. Szczególnie często wybierane są piosenki charakterystyczne dla danych regionów, jak na przykład: O mia bela Madunina’ w Mediolanie (piosenka o słynnej Matce Boskiej, która góruje nad miastem znad wieżyczki Katedry mediolańskiej); Roma Capoccia; Napul’è czy sycyliska Ciuri Ciuri.

Z domu można wyjść tylko w czterech przypadkach: ze względu na pracę (comprovate esigenze lavorative), w sytuacjach konieczności (situazioni di necessità), z powodów zdrowotnych (motivi di salute) oraz w celu dostania się do miejsca zamieszkania lub zameldowania (rientro presso il proprio domicilio, abitazione o residenza). Dokładnie te cztery podpunkty widnieją na oficjalnych formularzach, które dostaje do podpisu osoba kontrolowana przez policję. Za składanie fałszywych zeznań grozi kara więzienia. Przy rutynowej kontroli, policja legitymuje „spacerowicza”, żeby zweryfikować, czy aby na pewno sklep, do którego zmierzał, był najbliżej jego miejsca zamieszkania. Także, jak widać, nie ma żartów.

Właściciele psów zaczęli mocno doceniać fakt posiadania zwierzątka i ostatnio nawet częściej wyprowadzają swojego czworonoga. A ci, którzy zwierzaka nie mają… no cóż, radzą sobie jak mogą.

Wirus nie obszedł się z Włochami łaskawie. Pierwsze przypadki choroby, zaobserwowane na Północy, szybko rozprzestrzeniły się po całym Półwyspie. W walce z wirusem na pewno nie pomaga ani to, że Włochy to kraj turystyczny, ani urbanistyka tutejszych miast. We włoskich miastach często brakuje przestrzeni: ulice i chodniki są wąskie, ciężko jest zachować dystans od innych. Wąskie uliczki, jakkolwiek nie urokliwe, w tym wypadku nie są atutem. Poza tym, Włochy to kraj o nasilonej migracji wewnętrznej. Wielu mieszkańców Południa mieszka i pracuje na Północy, gdzie sytuacja gospodarcza rysuje się dużo korzystniej. Po wybuchu choroby, wielu „Południowców” pracujących na Północy, wróciło w rodzinne strony, przenosząc ze sobą wirusa.

Mimo dramatycznej sytuacji, we Włoszech czuć atmosferę solidarności oraz wzajemnego wsparcia. Drugim najpopularniejszym hasłem w ostatnim czasie, oprócz io resto a casa, jest andrà tutto bene, czyli „wszystko będzie dobrze”. To dodające otuchy hasło można ujrzeć na banerach wywieszanych z balkonów czy w mediach społecznościowych. Trzymajmy więc kciuki za Włochy: Forza Italia!

Trzymamy kciuki, aby dziewczyny dzielnie się trzymały na obczyźnie. Trzymamy kciuki za nas wszystkich. Bądźcie zdrowi, bądźcie jak Kevin i zostańcie w domu! Czytajcie nas i dobrze wykorzystajcie ten czas „kwarantanny”. Netflixa nie trzeba oglądać 24h/7. Podejmijcie wyzwanie, podszlifujcie znajomość języka, poznajcie nowy.

[1] https://www.elperiodico.com/es/sociedad/20200314/coronavirus-benidorm-cierre-bares-turistas-policia-local-7889956?fbclid=IwAR3MF4_AtGY_1DznPWFj9diRB2yUNUNvT1VggTD0OR9P5hfwuWQyq0dW51E

[2] https://www.lavanguardia.com/vida/20200316/474183908594/coronavirus-covid-19-contagiados-muertos-espana-estado-alarma-ultima-hora-ultimas-noticias-en-directo.html

[3] Amuchina to nazwa marki, produkującej środki czystości, w tym między innymi żel dezynfekujący. W języku potocznym zaczęto używać nazwy marki na określenie żelu do dezynfekcji rąk.

Sylwia Wójcik

Agnieszka Michałowska